Zjawisko autostopowania jest tak stare jak najstarszy środek transportu wymyślony przez człowieka. Czym jest bowiem zabranie mijanego piechura na bryczkę z sianem? Czymże jest zabranie jeźdźca, któremu koń okulał i podróżowanie we dwoje na jednym wierzchowcu? Tak, wszystkie te sytuacje możemy określić mianem „podróży za jeden uśmiech”. Powiesz może, że zabranie się z sąsiadem, jadącym powozem na targ czy do kościoła, to nie to samo, co przemierzanie w ten sposób całego kontynentu. Musisz jednak pamiętać, że podróżowanie dla przyjemności to wynalazek dziewiętnastego wieku.
W Polsce, w drugiej połowie dwudziestego wieku ruch autostopowiczów został ujęty w pewne formalne ramy. Wydano „Książeczki Autostopu”, które oprócz dużego bagażu propagandowego zawierały porady praktyczne, ale co chyba najważniejsze – specjalne znaczki, które wręczało się kierowcom zabierającym autostopowiczów. Kierowcy zaś mogli znaczki wysłać jako zgłoszenie swojego udziału w konkursie z nagrodami. Aby zostać autostopowiczem należało zakupić książeczkę w kiosku i zarejestrować ją na poczcie. Autostopowicz zobowiązany był do posiadania książeczki PKO z minimalnym wkładem, co miało mu zapewnić środki na „czarną godzinę”.
Patrząc na ten archaizm z perspektywy czasu trudno powstrzymać się od pobłażliwego uśmieszku, lecz Książeczki Autostopu, przy całej propagandowej otoczce niewątpliwie wzmocniły i rozpropagowały ideę autostopowania. Kierowcom stworzono dodatkową zachętę w postaci nagród, co z pewnością miało swój wpływ na ilość zatrzymujących się aut. Wynalazek ten był zupełnie wyjątkowy i funkcjonował jedynie w naszym kraju. Żaden z pozostałych krajów tzw. demoludów nie zapożyczył tego pomysłu, choć nasze książeczki kupowali ponoć i Węgrzy i Skandynawowie.
Choć Książeczki Autostopu to sympatyczna historia, która nie powróci, zjawisko autostopu wydaje się pozostawać w dobrej kondycji. Niezależnie od coraz większej dostępności samochodów, od tanich lotów czy ogólnie lepszej sytuacji finansowej młodych ludzi, podróżowanie autostopem pozostaje atrakcyjne ze względu na wyjątkowe emocje, niepowtarzalne możliwości i szczególny urok związany z tym sposobem podróżowania.
Sam zdecydowałem się na podróżowanie autostopem jeszcze w czasach liceum. Wy-pady w Bieszczady, Tatry czy Beskidy często były łatwiejsze, gdy już na miejscu można było poruszać się z miejsca na miejsce łapiąc tak zwaną okazję. Wtedy głównym motywem dla wyboru takiego środka transportu były przede wszystkim drobne oszczędności, lecz również słabo rozwinięta komunikacja na interesujących mnie terenach. Autostopem bowiem można dojechać dosłownie wszędzie, a PKP czy PKS zmuszają już do swego rodzaju podporządkowania się pewnym regułom (czas i miejsce wsiadania oraz wysiadania, określone trasy etc.).
Jednak w okresie, kiedy mogłem sobie pozwolić finansowo na wycieczkę z biurem podróży, ujawniły się motywy zupełnie innej natury. Przeczytasz o nich w dalszej części poradnika.
Tekst pochodzi z książki elektronicznej
Jak podróżować autostopem

